„Ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie” (J 12, 8). Czyny miłości, zwłaszcza pomoc ubogim, są bardzo ważne w życiu chrześcijanina. Najważniejsze jednak, by wypływały z miłości do Chrystusa, którego spotykamy w drugim człowieku. Gdy o tym zapominamy, łatwo się pogubić i stracić właściwy sens działania.
Wielki Post to czas zatrzymania i powrotu do tego, co najważniejsze. Kościół daje nam trzy proste drogi: modlitwę, post i jałmużnę – które razem pomagają uporządkować serce i na nowo spojrzeć na Boga i ludzi. Modlitwa prowadzi nas do Boga, post uczy panowania nad sobą, ale to właśnie jałmużna pokazuje, czy ta przemiana naprawdę dotknęła naszego serca, czy coś się w nas naprawdę zmienia, bo jałmużna nie jest tylko „daniem czegoś”, ale jest dawaniem siebie. Często kojarzy się ją jedynie z pomocą materialną: pieniędzmi, jedzeniem czy rzeczami. Tymczasem jej sens jest o wiele głębszy. Jałmużną może być także czas, obecność, cierpliwe wysłuchanie, dobre słowo, a nawet modlitwa za drugiego człowieka. To wszystko staje się darem serca, który wypływa z miłości, a nie z obowiązku. Można powiedzieć, że prawdziwa jałmużna nie kończy się na tym, co dajemy , ale na tym, kim się stajemy. To droga od czynu do postawy, od „pomagam” do „jestem dla”, wtedy jałmużna przestaje być tylko praktyką Wielkiego Postu, a staje się stylem życia. Staje się budowaniem siebie jako człowieka miłości – takiego, który nie tylko daje, ale który sam staje się darem.
W styczniu tego roku Diakonia Miłosierdzia Ruchu Światło-Życie Diecezji Gliwickiej reaktywowała swoją działalność. Zależało nam (siostrom), żeby filia diakonii na stałe działała w Bytomiu, bo brakuje tu grupy bezpośrednio zaangażowanej w dzieła miłosierdzia. Tym bardziej, że jest to teren diecezji, który należy do uboższych. Ta myśl dojrzewała już wcześniej, podczas Jubileuszu Ubogich w Katowicach, organizowanego przez nasze siostry wraz z tamtejszą Diakonią Miłosierdzia. Kiedy podzieliłam się tym pragnieniem, okazało się, że Katarzyna Szafraniec, która wcześniej posługiwała w Katowicach, a dziś mieszka w naszej diecezji, również nosiła w sercu podobną potrzebę. To pozwoliło nam podjąć konkretną współpracę, która zaczęła się rozwijać. I tak narodziła się Bytomska Diakonia Miłosierdzia Świętej Elżbiety. Naszym nowym dziełem jest misja dworcowa. Rozpoczęliśmy ją po spotkaniu bytomskich wolontariuszy w naszym klasztorze. Są to są osoby w różnym wieku, z różnych stron Bytomia, z sąsiednich parafii, nie tylko z Miechowic. Z ich zaangażowania bardzo się cieszymy, bo – jak wiadomo – w związku z przemianami w świecie nas, sióstr, jest coraz mniej, a elżbietanki zawsze zajmowały się potrzebującymi. Dlatego chcemy dzielić się naszym charyzmatem ze świeckimi i rozwijać wolontariat. W każdy czwartek o 17:00 jesteśmy – kilku wolontariuszy i jedna siostra – na dworcu autobusowym w Bytomiu, gdzie wydajemy ciepłą herbatę, pożywną zupę i kanapki. Drugą stałą misję mamy w Stolarzowicach, równolegle jeździmy tam do pustostanów, gdzie przebywają bezdomni i ubogie rodziny. Później obie grupy spotykają się w klasztorze na wspólnej herbacie. Jest to poruszający czas dzielenia się doświadczeniami i świadectwami z całego dnia, wspólnie przyglądamy się sytuacjom napotkanych osób, szukając konkretnych dróg dalszej pomocy. Dla chętnych wolontariuszy dzień kończy się wyciszeniem i modlitwą podczas adoracji Najświętszego Sakramentu w klasztornej kaplicy.
Dzięki zaangażowaniu wolontariuszy, którzy sami organizują środki, możemy realnie pomagać potrzebującym. Wokół tego dzieła skupia się też wielu ludzi dobrej woli, dzięki którym mamy z czego przygotowywać posiłki dla ubogich. To sprawia, że w tę pomoc zaangażowanych jest naprawdę sporo osób – każdy na swój sposób dokłada cegiełkę, by to dzieło mogło się rozwijać i docierać do tych, którzy najbardziej tego potrzebują. Otrzymujemy także wsparcie w postaci darów z Katowic, z Domu Prowincjalnego, który dzieli się z nami tym, co sam otrzymuje dla swoich potrzebujących. Dzięki temu ta sieć dobra jeszcze bardziej się poszerza i pozwala nam skuteczniej docierać do osób ubogich i potrzebujących.
Zarówno Papież Franciszek jak i Leon XIV przypominają nam, że ubogi nie jest „problemem do rozwiązania”, ale bratem, w którego ranach dotykamy samego Chrystusa. Współczesny świat często proponuje nam „kulturę odrzucenia”, w której człowiek słaby, pogubiony w nałogach czy kryzysie, staje się niewidzialny. Papieże wzywają nas jednak do rewolucji czułości i mądrego działania. Dzisiaj miłosierdzie musi przybrać postać „mądrego pomagania”. Franciszek uczył nas, by nie odwracać wzroku od „ciała Chrystusa”, a Leon XIV dopowiada, że miłość nie może paktować ze złem. Widząc brata uwięzionego w nałogach, nie wolno nam go przekreślać, ale nie wolno też utwierdzać go w upadku. Mądra jałmużna w takim przypadku to nie naiwna litość, która daje pieniądze na kolejną dawkę trucizny, ale trudna miłość, która szuka dróg wyjścia, wskazuje specjalistów i towarzyszy w żmudnym procesie powrotu do wolności. To budowanie wspólnoty, w której nikt nie musi walczyć sam.
s. Maria Dziedzic CSSE